piątek, 3 maja 2013

Od Tygrysa C.D. Miśki

- Ale chcę... Przypominasz mi dziewczynę o imieniu Lea, moją przyjaciółkę... Od zawsze trzymaliśmy się razem, a sąsiedzi żartowali, że mamy spokrewnione dusze. I tak było, była między nami więź, której nie rozumieliśmy, nie mogliśmy rozstać się na chwilę bo czuliśmy dziwny ból, nie kłóciliśmy się bo nie potrafiliśmy. Gadaliśmy o tym samym, rozumieliśmy się nawet bez słów. Interesowało mnie to samo co ją, ją to samo co mnie. To było dziwne, staliśmy się doszywanymi bliźniakami... Niestety utraciłem ją na zawsze...
-- Jak to? - odezwała się dotychczas milcząca Miśka.
- Okazało się... - wziąłem głęboki wdech - że ma nieuleczalną chorobę, że... umrze w męczarniach, że... zostało jej jakieś pół roku. Chudła z dnia na dzień, później nie mogła chodzić, później potrzebowała pomocy przy wszystkim. Widziałem jak każdego dnia umiera. I coś we mnie pękło... Zabiłem własnego ojca, a żałowałem obcej mi dziewczyny. Poczułem obrzydzenie do siebie, ale chęć bycia przy nie była większa. Widziała, że się męczę i powiedziała wtedy, żebym wyjechał bo nie chce abym się martwił i zamęczał. Zrobiłem to...
-- W czym Ci ją przypominam?
- Jesteś piękna, normalna, lubimy to samo i gdy chciałem wyjść, coś mnie ciągnęło do środka... Nie chcę już nikogo zawieść lub stracić - dodałem szeptem. - Nie wytrzymam tego kolejny raz...

(Miśka? Przepraszam za to ostatnie opowiadanie...)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz