Zostałam sama. Odetchnęłam głęboko i odłożyłam swoje rzeczy na podłoże
jaskini. Stworzyłam swojego klona, korzystając ze swych mocy i zaczęłam
trening. Ćwiczyłam walkę ze swą kopią, aż poczułam ból w mięśniach, moje
ruchy stały się wolniejsze, a oddech cięższy. Pstryknęłam wtedy
palcami, a klon rozprysł się na miliony połyskujących kryształków.
Usiadłam na ziemi, opierając się plecami o skałę i ukryłam twarz w
ramionach. Zamknęłam oczy, uspokajając siebie i oddech. Nagle coś
przeszyło mój umysł. Ta okropna wizja, a raczej wspomnienie, które
powtarza się w każdym moim śnie, nawiedziła mnie teraz na jawie. Ta sama
ohydna twarz, ten sam paskudny uśmieszek i ten sam odrażający śmiech
psychopaty. Obrazy zaczęły przesuwać mi się przed oczami. Złapałam się
za skronie i krzyknęłam. Ten jeden, jedyny epizod, którego tak bardzo
chciałam się pozbyć ze swojej pamięci, o czym tak bardzo nie chciałam
pamiętać, akurat to musiało wiecznie do mnie wracać, przyprawiając o
mdłości, dręcząc koszmarami. Zerwałam się na równe nogi, jakoś
pozbierałam swoje rzeczy i wybiegłam z jaskini praktycznie na oślep. Z
moich oczu płynęły łzy, a z piersi wydobywał się urywany szloch. W
pewnym momencie potknęłam się, ale zdążyłam wylądować na kolanach.
Siedząc tak i zanosząc się płaczem, usłyszałam coś...jakby...muzykę? Nie
byłam do końca pewna, więc po prostu skuliłam się na ziemi, próbując
uspokoić się by móc mieć pewność co do dochodzących do mnie odgłosów.
<Czy jakiś utalentowany muzycznie ktoś miałby ochotę dokończyć? ^^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz