poniedziałek, 27 maja 2013

Od Pustelniczki do kogoś

Zostałam sama. Odetchnęłam głęboko i odłożyłam swoje rzeczy na podłoże jaskini. Stworzyłam swojego klona, korzystając ze swych mocy i zaczęłam trening. Ćwiczyłam walkę ze swą kopią, aż poczułam ból w mięśniach, moje ruchy stały się wolniejsze, a oddech cięższy. Pstryknęłam wtedy palcami, a klon rozprysł się na miliony połyskujących kryształków. Usiadłam na ziemi, opierając się plecami o skałę i ukryłam twarz w ramionach. Zamknęłam oczy, uspokajając siebie i oddech. Nagle coś przeszyło mój umysł. Ta okropna wizja, a raczej wspomnienie, które powtarza się w każdym moim śnie, nawiedziła mnie teraz na jawie. Ta sama ohydna twarz, ten sam paskudny uśmieszek i ten sam odrażający śmiech psychopaty. Obrazy zaczęły przesuwać mi się przed oczami. Złapałam się za skronie i krzyknęłam. Ten jeden, jedyny epizod, którego tak bardzo chciałam się pozbyć ze swojej pamięci, o czym tak bardzo nie chciałam pamiętać, akurat to musiało wiecznie do mnie wracać, przyprawiając o mdłości, dręcząc koszmarami. Zerwałam się na równe nogi, jakoś pozbierałam swoje rzeczy i wybiegłam z jaskini praktycznie na oślep. Z moich oczu płynęły łzy, a z piersi wydobywał się urywany szloch. W pewnym momencie potknęłam się, ale zdążyłam wylądować na kolanach. Siedząc tak i zanosząc się płaczem, usłyszałam coś...jakby...muzykę? Nie byłam do końca pewna, więc po prostu skuliłam się na ziemi, próbując uspokoić się by móc mieć pewność co do dochodzących do mnie odgłosów.

<Czy jakiś utalentowany muzycznie ktoś miałby ochotę dokończyć? ^^>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz