piątek, 24 maja 2013

Od Pustelniczki


Usiadłam gwałtownie na łóżku, w przydzielonym mi pokoju. Oddychałam ciężko, moje czoło pokrywały kropelki potu. Znów ten sam koszmar...Podciągnęłam kolana i objęłam je ramionami, opierając na nich brodę. Ten sam koszmar dręczy mnie od kilku, a może i nawet kilkunastu lat.
"Mam już tego serdecznie dość.", pomyślałam, przymykając oczy. Siedziałam tak chwilę, aż ochłonęłam, uspokoiłam oddech i byłam gotowa na kolejny, zapewne ciężki dzień. Wygramoliłam się z łóżka, umyłam, uczesałam włosy. Po skończonych tych czynnościach podeszłam do łóżka i odsunęłam poduszkę, a moim oczom ukazała się materiałowa torba z kilkoma cenniejszymi przedmiotami jakie posiadałam. Wsunęłam dłoń do wnętrza owej torby i przesuwałam po jej wnętrzności puki nie natrafiłam na chłodną, metalową rączkę. Zacisnęłam na niej palce i wyjęłam ów przedmiot z torby. "Ów przedmiot" było to typowe lusterko z uchwytem, oprawione w srebro i zdobione misternymi wzorami. Uśmiechnęłam się do siebie i przejrzałam w lusterku, skupiając się na moich oczach. Dziś, jak się okazało, postanowiły przybrać zieloną barwę. Westchnęłam i schowałam na powrót zwierciadło w poprzednie miejsce. Kierując się dzisiejszym kolorem mych oczu, założyłam na siebie żółto-białą sukienkę i sweter o kolorze brzoskwiniowym, na granicy delikatnego różu. Do sukienki dobrałam żółtą opaskę do włosów.
Biorąc do ręki zeszyt oraz sporych rozmiarów notes z masą luźnych, poupychanych w niego kartek, westchnęłam ciężko.
- Naprawdę przywiązuję zbyt wielką wagę do kolorów... - mruknęłam do siebie i opuściłam pomieszczenie. Ruszyłam korytarzem, zmierzając na zajęcia z teorii. Po drodze skierowałam swe myśli ku zupełnie innym rzeczom, a konkretniej ku walce. Zastanawiałam się właśnie czy znajdę dziś czas by poćwiczyć, gdyż dawno już tego nie robiłam w samotności. Tak zamyślona skręciłam za róg korytarza i w tej chwili zderzyłam się z kimś. Notes i zeszyt, jakby w zwolnionym tempie wypadły mi z rąk, przy okazji rozrzucając na wszystkie strony kartki z notatkami i rysunkami, po czym wszystko z szelestem upadło na podłogę u naszych stóp. Skrzywiłam się.
- Przepraszam. - powiedziałam cicho, kłaniając się delikatnie przed osobą na którą wpadłam, z pochyloną głową, po czym schyliłam się by pozbierać swoje rzeczy.

<Czy ktoś miałby ochotę dokończyć?^^>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz