niedziela, 28 kwietnia 2013

Od Yui do ...


Siedziałam na środku swojego pokoju rysując jakieś bzdety w szkicowniku.
Niespostrzegłam że ktoś musiał uchylić dzrwi.
'Dziwne'-pomyślałam i podeszłam je zamknąć.
Gdy byłam przy drzwiach,poczułam okropny dreszcz 'prąd?'-pomyślałam,nieznana mi postać trzymała mi ręce i nogi.
-Lepiej żebyś nikogo nie wołała...-powiedział męski głos i zasłonił mi usta.
Przestraszyłam się 'Kto...?'-lecz żadna myśl nie nasuwała mi się na umysł.W tym zakonie nie miałam wrogów(w końcu mało kogo znałam),musiał być to ktoś z zewnątrz.
Tak więc zmieniłam postać.W moim ręku pojawiła się włucznia,a zamiast licealnego mundrka,miałam na sobie tradycyjny Japoński strój.
--Dla kogo pracujesz?!-wykrzyczałam do nieznanego napastnika.
-Rzeczywiście za nim tęsknisz-zadrwił ze mnie.
--Radze ci szybko odpowiedzieć...
Milczał.
--To była twoja decyzja-zaśmiałam się i szybkim ruchem wręcz wyrwałam mu serce z piersi.
--Ostrzegałam...
Wyszłam na korytarz trzymając serce nieznajomego w ręku,miałam zamiar złożyc je na cmentarzu.
Gdy dotarłam do przedpokoju zaskoczył mnie jeden z 'wybranych',był to...

<Kto dokończy?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz