Klęczałem na ziemi, wpatrując się w Żelaznego. Stał przede mną i ścierał z dłoni moją krew. Nie chciałem opuszczać rodziny. Miałem rozciętą wargę, złamany nos i podbite oko.
- To jak? - westchnął Żelazny. - Idziesz, czy nie? Czy mam jeszcze bardziej Cię zmasakrować, Chłopcze?
- Ja muszę zostać z rodziną... - wydusiłem. - Tytania potrzebuje pomocy, jest taka malutka...
- Niecałe 2 lata od Ciebie młodsza, Skrzypku. Da sobie radę. A Ty? Powiedziałem Ci 9 lat temu, że i tak, i tak trafisz do Zakonu. Wiesz dobrze, że zabiorę Cię ze sobą.
- Albo ja to zrobię - mruknął stojący za nim Smok. Żelazny wywinął oczami.
- Nie waż się go uderzyć, Smoku.
- Ale sam go...
- Powiedziałem, nie waż się go zabijać - powtórzył dobitnie Żelazny, cały czas patrząc na mnie. - To jak będzie, Skrzypku?
- Zostaję - wychrypiałem i posłałem w ich kierunku fale magnetyczne. Zemdlałem.
(...)
Gdy się ocknąłem, leżałem na łóżku w Domie. Zagubiona łza spłynęła mi po policzku. Niespodziewanie, zauważyłem siedzącą nieopodal czerwonowłosą dziewczynę.
- Kim jesteś?
- Ice - odpowiedziała, nawet łagodnie. - Mam się Tobą zaopiekować, dziecko.
- Dlaczego?
- Oprowadzić, a przy okazji dowiedzieć się, jakim cudem jesteś Przywódcą Wojowników.
- A jestem?
- Nie wiesz?
- Nie - jęknąłem, uśmiechając się lekko.
(Ice?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz