- Więc co cię zatrzymuje?- spytałam szorstko.
- Nie wiem.- uśmiechnął się.
- Jak możesz się uśmiechać?- spytałam oschle.- Jesteśmy w zakonie, gdzie nie ma wyjścia, ja nie mogę swobodnie zabijać, wszystko jest do du*y.- mruknęłam, "głaszcząc" pochwę katany.
- Trzeba myśleć pozytywnie, nie?- spytał z uśmiechem.
- Tutaj nie można myśleć pozytywnie. W końcu zginiemy, nieważne, czy śmiercią naturalną, czy skokiem w przepaść. Zginiemy, i całe nasze starania pójdą na marne...- westchnęłam, wchodząc do pokoju.- Nie bronię ci być optymistą, ale w tych okolicznościach to trochę dziwne.
[ CD? :3]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz