- No co? Poddajesz się? - Leśny Pan był wyjątkowo wredny.
- Nie - odparłem stanowczo. - Jadłem bardziej ostre rzeczy.
- A no tak, jesteś zbyt uparty, żeby się poddać. A tych korzonków żaden mistrz bez popijania nie zjadł, prędzej sobie przełyk poparzysz.
- No i? Co z tego? Od tego się nie umiera...
- Może i nie... Odpowiedziałeś mi na prawie wszystkie pytania, a i tak nie rozumiem Ciebie.
- Bo mnie ciężko zrozumieć. Na jakie pytanie nie odpowiedziałem?
- Dlaczego, dźgnąłeś ojca?
- Aaaa, nie zamierzam odpowiedzieć na to pytanie nawet jeżeli mam do końca życia być torturowany... To jest dla mnie bolesne, to jedyna rzecz, która mnie boli i próbuję jej pozbyć z pamięci. No może nie chcę się jeszcze pozbyć widoku zabijanej matki...
- Dziwak z Ciebie.
- Jak Pan chce. Ja po prostu postrzegam wszystko trochę inaczej. W końcu tamte wydarzenia z dzieciństwa zostawiły po sobie ślad...
Nagle mistrz zrobił podejrzliwą minę. Zaczął mnie oglądać.
- Symulujesz... Chcesz wzbudzić współczucie.
- No dobra przybarwiłem. Ojciec był pijakiem i tyle, jakby się nie rzucał to by żył.
Zapadła cisza. Zrezygnowałem z jedzenia tych korzonków. Za moimi plecami usłyszałem kroki.
- Dzień dobry - usłyszałem kobiecy głos.
- Witaj. To jest Tygrys - wskazał na mnie.
- Cześć. A ty kim jesteś?
(kto dokończy?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz