- Tak - powiedziałem bezbarwnym głosem bo co ja miałem za wybór? Odwróciłem na nią wzrok.
- Więc chodź - westchnąłem i ruszyłem przed siebie ona za mną. Dlaczego zawsze ja mam takiego pecha? Dlaczego zawsze ja muszę ciągle robić coś na co nie mam najmniejszej ochoty? Nie wiem. Pech zawsze musi za mną chodzić. No trudno. Oprowadziłem ją chyba jak najszybciej się da. Po czym usiadłem na jednym z parapetów. Chciałem się już cieszyć wolnością ale jak widać ona musiała ze mną pogadać. No trudno. Jak trochę poudaje że chce z nią rozmawiać to może sobie pójdzie. ale udam że muszę już iść. Na razie jakoś wytrzymam i tyle. Nawet wymusiłem na sobie uśmiech.
< Nemezis?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz