- Ja mam czas o północy. - powiedziałam.
- Nie spieszysz się? - uśmiechnął się. Wiedział, że kłamię.
- W sumie, nie, choć chciałam trochę pojeździć konno. Nie mogę wyjść z wprawy. - powiedziałam dumnie unosząc głowę.
- To pójdziemy razem. - dlaczego tak bardzo chciał ze mną iść? Coś knuł? Kurczę nie mogę, tak wszystkich podejrzewać o najgorsze...
- Dobrze. O 22. - powiedziałam i odwróciłam się. Ruszyłam do pokoju.
***
22:03
Stałam czekając na Tygrysa. Spóźnił się trzy minuty. Tyle to jeszcze mogę wybaczyć. Usłyszałam uderzenia kopyt.
- No nareszcie! - zawołałam. Wsiadłam na moją karą kobyłę. On siedział na siwym ogierze/wałachu?
- Jedziemy. - powiedział i ruszył stępem. Jechałam obok niego. - Jak tu trafiłaś? - zapytał nagle.
- Żelazny mnie odnalazł. - odpowiedziałam krótko. Nie chciałam mu się zwierzać. - Kłusujemy?
- Spoko. - ruszyłam przodem. Dojechałam do dość szerokiej rzeczki.
- Boisz się to przeskoczyć? - zdziwił się Tygrys. Roześmiałam się.
- Że niby ja? To patrz. - cofnęłam się. Zagalopowałam i przeskoczyłam rzeczkę ze sporym zapasem. -Spróbuj to powtórzyć!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz