Nie mogłam siedzieć bezczynnie w pokoju. Musiałam wyjść i zaczerpnąć świeżego powietrza. Nogi same poniosły mnie do Leśnego Pana.
- Dziewczyno zwariowałaś? Jest 2.30! Jutro masz trening! - krzyknął i wpuścił mnie do środka. Weszłam i usiadłam na krześle.
- Nie mogę spać. Masz może jakiś magiczny wywar? - zapytałam. Mag odwrócił się i zaczął szperać w szafkach.
- Jesteś dziwna. Chantell czym się martwisz? - zapytał. Dreszcz przeszedł mi po plecach kiedy wypowiedział to imię. - Dlaczego nienawidzisz tego imienia? - zadał drugie pytanie.
- Moja mama miała tak na imię. - powiedziałam.
- A odpowiesz mi na pierwsze pytanie? -
- Nie. - Leśny Pan spojrzał na mnie.
- Powiem Ci czym się martwisz. Boisz się, że zaprzyjaźnisz się z kimś i go stracisz. Boisz się, że ktoś może Cię opuścić. Jesteś porostu tchórzem!
- Nie jestem tchórzem! - krzyknęłam wstając i wywracając krzesło. - Niczego się nie boję! Nigdy nie bałam i nie będę się bać! - wrzasnęłam zrzucając ze stolika kilka flakoników z jakimiś ziołami.Leśny patrzył się. Pozwolił mi wyładować złość. W tej chwili ktoś wszedł.
- Widzę, że ty też nie możesz spać. Proszę usiądź. - powiedział Leśny do tej osoby.
<Czy ktoś dokończy?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz