poniedziałek, 15 lipca 2013

Od Ice do ...

Kolejny kiczowaty dzień. Kolejne zajęcia ze Smokiem. Kolejny wyjazd w teren na Walkirii. Zero jakichkolwiek zmian. Życie jest nudne. Nienawidzę nudy. Bo do cholery ileż można robić to samo!?
Zajęcia ze Smokiem, były jak zwykle trudne. Mistrz wyżywa się na mnie. Czuję jego nienawiść. Gdy zrobię coś źle, krzyczy na mnie przez kilkanaście minut. A ja? Ja ignoruję go. Zawsze robiłam wszystko po swojemu i nie mam zamiaru tego zmieniać. Jazda na Walkirii? Jak zwykle cudowna. Tylko, że znam już wszystkie ścieżki w tym lesie. Nic już mnie nie zaskoczy. Idę do Leśnego Pana. Bez pukania wchodzę do jego domu.
- Witaj Chantell. - mówi. Dobrze wie, że nienawidzę mojego imienia.
- Witaj. - mówię i siadam na krześle.
- Co Cię do mnie sprowadza? - pyta.
- Nuda. Nic się nie dzieje. - odpowiadam. Leśny wstaje i podaje mi małą miseczkę, pełną korzonków.
- Jak zjesz je wszystkie to dostaniesz eliksir. Każde miejsce zmieni się w twoich oczach i będzie ciekawsze. - mówi. Biorę do ręki pierwszy korzonek i wrzucam go do buzi. Potem kolejny i kolejny. Dopóki nie został ostatni. Najmniejszy, ale najostrzejszy. Kiedy chcę go zjeść ktoś wchodzi do pokoju.
- Nie przeszkadzam?

(Hej. Dokończy ktoś może?)